U stóp brzozy przygodnej — wobec szumów łąki

Skruszyły w swym uścisku wzajemną śmiertelność,

I nie masz dla nich czasu — i nie masz rozłąki!

A czas nastał. Wiodąca wzwyż duchów załogę

Śmierć mnie woła. Na próżno! Umrzeć już nie mogę.

II

Twój portret

Twój portret z lat dziecinnych... Ten uśmiech niecały,

Co dziś mi zapowiada pieszczotę gołębną —

Też nogi, które grzeję wargami, gdy zziębną —