Pielęgnując cierpienie, boczy się na powód.

Wstydu jego przede mną zawczasu się wstydzę —

Więc udaję, że w tłumie już go niedowidzę.

A chcę mu coś powiedzieć — coś na wieczność całą —

Rozpłakać się... rozśmieszyć to zgłodniałe ciało —

Nakarmić i przyodziać nadmiernie, odświętnie. —

Ale on mnie już minął i znikł obojętnie.

I tak zawsze i nigdy nie będzie inaczej...

Nikt nie zmieni mgły jego i mojej rozpaczy,

I nikt nas — choć się rozpacz do mgły czasem zbliża —