Jak lotny krzak!

Jeszcze chwila — a niebo skończy się! Lecz niech no

Próżnie zowąd wybłysłe ku nam się uśmiechną

Zza mgieł i wzgórz,

A my, łamiąc przeszkody, groźniej i pochmurniej

Pośpieszymy w tę otchłań na wieczysty turniej

Tamtejszych burz!

Jakiś blady mieszkaniec chmur — z niebios wybrzeża

Widzi, że wicher w locie o pierś nam uderza

Jak stal o stal, —