A my piersią zdyszaną na własnej tęsknocie

Kładziem się wzdłuż!

W jeden tętent dwa nasze stapiając milczenia,

Sprzepaszczamy się w zamęt bystrego istnienia

Obojgiem dusz!

Czy to śmierć się tak dymi w zdybanym11 bezkresie?

Tak, to — ona! To — ona! Bo tak właśnie zwie się.

Tchu w piersi brak!...

Trzeba przemknąć pomiędzy śmiercią a pokrzywą...

Cisak12 w nicość się gęstwi pogmatwaną grzywą,