Twarzyczko, zaniedbana w śmiertelnym uboczu,

Miej wiarę w siebie samą i w mus moich oczu.

Noc mi dała w ciemnościach zatajony urząd,

Bym się życia dobudził w zamarciu twych nóżąt.

Zbudźcie się, dłonie, zziębłe od lęku i chłodu —

Zbudźcie się, piersi, śmiercią zniszczone za młodu.

Zbudźcie się, usta, troską zbielałe nieżywą, —

By dać innym swych pieszczot ciepłotę i lgniwo7.

I ty zbudź się, dziewczyno — ty sama, prócz ciała —

Prócz ust, dłoni i piersi — byś wszystka8 istniała!