Eliasz

Adamowi Szczerbowskiemu, w imię

wspólnej wiary w zwycięstwo sztuki nad

rozpanoszoną zmorą szarego człowieka.

Wziął go wicher i uniósł na ognistym wozie.

Leciał rozzuchwalony w powietrzu i w grozie,

Płaszcz swój zrzucił na ziemię, by z wyżyn rozstania

Płaszczem ziemi dosięgnąć na znak pożegnania.

I odtąd już go nigdy na ziemi nie było.

Wszechświat stał mu się błędną wokół bezmogiłą.