I spełniło się... Eliasz czuł przez jedną chwilę,

Że spełniło się właśnie... I czuł tylko tyle...

Pochłonęła go drętwa i pilna Ciszyzna.

Wiedział, że Bóg — daleko, — że nic mu nie wyzna.

Dreszcz lęku w nim zanikał raz jeszcze — raz jeszcze, —

I wstrząsnęły nim obce ciału przeciwdreszcze.

Czekał, do jakich mroków pierś chętną dołoni?

Dłoń wyciągnął w niewiedzę... Lecz minął czas dłoni!

Rozwarł oczy... Czas oczu minął niepochwytnie!

Już nie było błękitu, więc trwał bezbłękitnie.