I ziemskiego pobytu krzątliwa śródzielność,

Świat i zaświat, i dusza — śmierć i nieśmiertelność, —

Wszystko zbladło, zmarniało w wyżynnym wspomnieniu.

Jak sen, co śnić się nie chce, a śni się wbrew chceniu.

A właśnie uwikłany w czepliwym obłoku

Trup anioła przelatał z bielmem śmierci w oku.

Dziwny zdał się w pobliżu ogrom tego ciała

I małość pustej śmierci, co w nim wciąż malała.

Skrzydłami się w pozgonny żal nad sobą śnieżył,

Co raz wyżej ulatał — co raz wyżej nie żył!