Stanęła przed nim, że zbladł nad spodziew!

Chciał ją zmałpować, ale nie umiał, —

Chciał coś zrozumieć — i nie zrozumiał.

I padł jej do nóg, nie wiedząc czemu,

I — niewiedzący — skomlał po psiemu.

A ona cicho, niby mogiła,

Pierś mu przydeptać stopą raczyła.

Niezmałpowana, nieprzedrzeźniona

Patrzyła w niego, jak rzężąc, kona.

Przypisy: