Brwi nabytym w tej karczmie barwi błękitnidłem,

By się mizdrzyć do cieniów jakiegoś tłuściocha,

Co po śmierci w tych barwach lubieżnie się kocha.

I są w karczmie grajkowie, stłoczeni w kapelę,

Co dbają o pląs cieniów i o ich wesele,

A grają im takiego szczękacza — brzękacza,

Że karczma z tancerzami w otchłań się zatacza

I, przyźbą1 przytupując, wstrząsa tłum ich dziki,

Aż im w ślepiach migają te krwawe świerszczyki!

Jedna tylko za piecem ukryta starucha,