— Zaraz ci coś szepnę, jeno się nachyl, boś za wysoki — odparła dziwożona.
Podlasiak nachylił się ku niej.
— Nie chcę kulawca! Rozumiesz? — szepnęła mu do ucha dziwożona i niespodzianie wyrwała mu z brody najbardziej pogmatwany kędzior.
— Rozumiem — odpowiedział Podlasiak i z dumnym poczuciem rozbudzonej niejasno nadziei spojrzał na wyrwany kędzior.
— Na pamiątkę, dziewulinko? — spytał domyślnie.
— Na pamiątkę — potwierdziła dziwożona, spuszczając oczy.
Podlasiak potarł dłonią miejsce pozbawione kędziora i rzucił na zabrakowanego kulawca spojrzenie pełne politowania.
Po chwili dał znak kulawcowi, aby się zbliżył z kolei i wręczywszy mu dziwożonę, pośpieszył do jednorękiego.
Kulawiec zawczasu nachylił się ku dziwożonie.
— Pyskuj! — zawołał z powziętą z góry na wszelki przypadek urazą.