— Szeptać będę! — uprzedziła go z uśmiechem.
— Dosłyszę! — odpowiedział radośnie.
— Nie chcę upiora... Rozumiesz? — szepnęła tajemniczo dziwożona i wyszperawszy okiem na jego opuchniętej od ukąszeń dłoni najboleśniejsze miejsce, rozdrapała je nagle różowym i drobnym jak perła paznokciem.
Jednoręki syknął z bólu i z rozkoszy, która się wraz z bólem narzuciła.
— Rozumiem! — rzekł z zachwytem, czując, że otucha wstępuje mu do duszy. Ze współczuciem spojrzał na zabrakowanego Podlasiaka.
— Już! — zawołał w stronę obydwu towarzyszy. — Skończone!
— Już! Już! — zakrzyknął Podlasiak i wraz z kulawcem zbliżył się do dziwożony.
Trzej zalotnicy dumnie i zawiadacko poglądali wzajem na siebie...
— Teraz, gdy już wszystko wiadomo... — zaczął uroczyście Podlasiak.
— A jużci, że wiadomo... — przerwał mu jednoręki.