Zaledwo to pomyślał, a uczuł nagle, że lewa noga zdrętwiała mu do reszty i bezwolnie, całym swym brzemieniem doczesnym osuwa się i ześlizguje z maluczkiej wysokości siennego barłogu na ziemię, jakby właśnie jej nieoględny właściciel — wbrew zabobonnym obyczajom — lewą nogą chciał wstać z posłania.
— Oddaj buty, oddaj buty! — zawołał głośniej upiór i, zda się, baczność swą natężył.
Tajemnik uczynił i zewnętrzny, i wewnętrzny, lecz zarówno bezskuteczny wysiłek, aby nieposłuszną nogę w tej podróży rozpaczliwej powściągnąć i jej zapędy samodzielne pohamować.
Noga odmówiła mu wszelkiego posłuszeństwa.
Bezwładny i bezsilny czekał na to, co się stanie za chwilę.
Wydało mu się, iż właśnie nogi uknuły przeciw niemu spisek niegodny i zdradziecki.
Przerażenie jego wzrosło, gdy zrozumiał, że nie nogi własne, jeno buty cudze, dając ujście swym nałogom tanecznym, zakrzątnęły się ciszkiem na podściółce siennej i — najwidoczniej — zdradzają nieprzepartą chęć skrzesania ognia podkówkami.
Taniec rozpoczął but lewy.
Rozpoczął nieznacznie, niemal niepostrzeżenie, jakby upajając się swym przedwstępnym do zamierzonego tańca zdążaniem.
Za nim w ślad podybał but prawy, wlekąc zawartą w jego wnętrzu a bezwładną i bezradną nogę Tajemnika.