— Już nabiłem — odpowiedział Odgłos.

— Czy widzisz tego śmiałka, co kroczy dumnie po Górze-Cmentarnicy? — mówił Głos.

— Widzę — odpowiedział Odgłos.

— Wymierz mu lufą w same plecy! — mówił Głos.

— Już wymierzyłem! — odpowiedział Odgłos.

Dreszcz zimny przebiegł po plecach Perwica.

— Strzelaj, bo już czas! — zawołał Głos.

Rozległ się wystrzał tak potężny, że powietrze zadygotało, rwąc się niby w strzępy. Perwic uczuł, jak kula, o mało weń nie trafiwszy, świsnęła mu tuż nad uchem i zaryła się opodal w ziemię.

Nie obejrzał się Pewic za siebie i szedł dalej. Zaczął nawet drwić głośno z tych strachów niewidzialnych.

— Hej, wy tam, za mną, zaklęci i niewidzialni! — zawołał dumnie. — Kryjecie cię się za moimi plecami, zamiast spotkać się ze mną oko w oko! Nie umiecie strzelać! Nie trafiliście we mnie! Jestem żyw i zdrów! Daleka jeszcze ta chwila, gdy trzeba będzie grób dla mnie kopać!