Głos i Odgłos zbliżyły się naraz do Perwica.

— Czy masz motykę? — mówił Głos.

— Mam — odpowiedział Odgłos.

— Kopmy dół dla tego śmiałka, bo już czas! — mówił Głos.

— Kopmy, kopmy! — odpowiedział Odgłos.

Perwic posłyszał za sobą głuche uderzenia motyki.

— Nie przestraszy mnie wasza motyka, duchy niewidzialne! — zawołał gniewnie. — Wiem, że dopóty nic mi złego zrobić nie możecie, dopóki nie obejrzę się za siebie. Otóż przysięgam wam, moce niewidzialne, że nie obejrzę się, choćbyście największą skałę z gór wierzchoła stoczyły na mnie tak, że czułbym za plecami zbliżający się co chwila jej ciężar i ogrom, który śmiercią grozi każdemu, kogokolwiek spotka na drodze.

Zaśmiał się Głos, odeśmiał się Odgłos.

— Widzisz skałę na wierzchole? — mówił Głos.

— Widzę — odpowiedział Odgłos.