— Zaczekaj tu chwilę w pokoju, zaraz ci sama garniec przyniosę.
Amina poszła sama do kuchni po garniec. Zdjęła garniec z półki i posmarowała spód smołą. Smarując zaś spód smołą, mówiła:
„Cokolwiek w tym garncu dziś ma być i będzie,
Niech zaraz od spodu na smole osiędzie”.
Po czym wróciła do pokoju i oddała garniec Zobeidzie.
Zobeida pochwyciła radośnie garniec i rzekła:
— Dziękuję ci, Amino, za pożyczenie garnca! Jak tylko zboże swoje odmierzę, natychmiast ci garniec odniosę.
— Odnieś mi dziś jeszcze, bo mi jest potrzebny — odparła Amina.
Zobeida wróciła do chałupy i poczęła garncem dukaty z worów wygarniać. Co wygarnęła z wora, to wysypała na podłogę. Wysypując zaś, liczyła: „jeden garniec — drugi garniec — trzeci garniec”. — I naliczyła Zobeida garnców ani mało, ani wiele, jeno tyle, ile właśnie było.
Worki już były puste, a cały stos dukatów leżał na ziemi. Zobeida, zmęczona swoją robotą, postawiła garniec na stosie dukatów. Wówczas jeden dukat przylgnął do smoły od spodu.