Kleopatra

W budynkach, na schron dziwom skleconych naprędce1,

Ludzie z wosku w pośmiertnym zastygli nieładzie.

Cisza, równa liczebnie tych milczków gromadzie,

Skupia się w byle słońca zdrobniałego cętce.

Tkwią te ciała o woni zagrzanej gromnicy

Na cokołach opiętych purpurowym suknem,

Co jak mundur odświętny sztywnej tajemnicy,

Zdradza pychę nicości każdym niemal włóknem.

Żądni mąk swych pokazu ci ludzie, jak mary,