Kochankowie

Ledwo dziewczyna przyszła z daleka, —

Dreszcz go obleciał skrzydlaty.

Zatrzepotała martwa powieka, —

I z grobu wyjrzał na światy.

— «Dobrze, żeś przyszła! Gniję daremnie,

Własnego niepewny cienia!

Gdziem jest, że oto — nie ma mnie we mnie?

Są tylko moje cierpienia.

Powiedz — schylona ponad mogiłą —