Mdleją, ciał naszych odurzone wonią,
I będę wodził twoją białą dłonią
Po wielkiej trawie, nieznanej nam trawie.
Tęcza
Słychać go było, jak po młodym życie
Biegł coraz śpieszniej — ciepły deszcz majowy,
Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy42
Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie43.
Pyląc, uderzył w piach drogi spróchniały,
Poszperał w krzaku, co lśniąc, się kołysze,