Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały

I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę.

Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku

Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita,

Poprzerywana i niecałkowita,

Jakby się śniła zmrużonemu oku.

Aż luźne znikąd jednocząc migoty44,

Nagłą zawisa ponad światem bramą,

By ci przypomnieć, że zawsze tak samo

Trwasz w każdym miejscu u wnijścia45 tęsknoty.