Samotnie skrzących, ciemnopurpurowych,

Co dogadzając przemyślnemu skrzydłu,

Wpadają nagle w samo ślepie bydłu,

Zapatrzonemu w dal, jak w swą oborę.

Zawszem widywał po drodze brzóz korę

W brunatne pręgi i te same cienie

Lip na murawie, i żółtych motyli

Nagłe w powietrzu skrzydeł rozdwojenie,

I nagły w trawę zlot, gdy do badyli

Nóg się czepliwych przytwierdzają schwytem —