Gdy z mymi snami sam na sam zostanę,
Znów ją odbędę, znów na niewidziane,
W tym samym słońcu, jak we śnie przystało.
Szliśmy więc dalej, brnąc w słonecznym złocie
I ocierając zerwanym w przelocie
Łopuchem336 mokre, przepocone czoło.
A gdyśmy wreszcie tłumnie i wesoło,
Olśnieni ciszą i połyskiem trawy,
Na otworzyste337 wkroczyli pastwisko,
Wnet rozniecone dla własnej zabawy,