Bezpożyteczne na pozór ognisko,

Co niewidzialnym pod słońce płomieniem

Drgało, za każdym widoczniejąc drgnieniem,

Kładłem żołędzie i wiśniowe liście,

Ażeby skwiercząc, dymiło się wonniej.

O, jakże kwiatom bywało przejrzyście

W mych oczach, gdzie się odbiły przestronniej,

Niżli w tej wodzie, co ciekła strumykiem

Przez nasze palce, gdyśmy w niej maczali

Chleb, w kostki tępym krajany kozikiem338!