Tak spożywałem go: ze wzrokiem w dali,

Jakby na zawsze, utkwionym — odruchem

Warg swych zajęty, wsłuchany półuchem

W chrapliwe, senne i parne oddechy

Krów, co mozolnie przeżuwały zioła,

Tej ociężałej doznając uciechy,

Która im każe nie patrzeć dokoła

W nic, jeno339 przed się znieruchomić340 pyski,

Ociekłe śliną i pachnące mlekiem.

A taka cisza na ten czar pobliski