Czynne w milczeniu tęsknotą chóralną,

Snem jednoczesnym objęte istoty,

Ukryte w trawie aż po czub swój złoty,

Olbrzymie, cudne, miłosne, złowieszcze,

Co zgodnie dysząc, w łąkę patrzą chórem

I widzą twarz mą nie wiadomo w którym

Królestwie istnień, nieznaną im jeszcze,

Lecz do ich twarzy podobną z brzemienia

Słońca na oczach, pełnych zapatrzenia.

I poprzez kwiaty rozmyślałem w trawie,