A pod tych istnień zgiełkiem i natłokiem

Czułem pierś ziemi i jej roztętnienie

Pod moją piersią, zdławioną urokiem.

I zdało mi się, że na sny radosne

Lęgnę się w słońcu wraz z tłumem owadów,

Dziw pierworodny, co z podziemnych sadów

Wypełznął, węsząc żer oczom na wiosnę!

I zdało mi się, że wokół i wszędzie

Z głową tak samo, jak moja, upalną,

Leżą w tym samym, co i ja, obłędzie,