Co, światłem zaskoczony, ćwierka wniebogłosy.

I łzy jeszcze niestałej i ruchliwej rosy

Skrzą się tłumnie, u liści zawieszone brzegu,

I wzdłuż łodyg cwałują resztą swego biegu.

Motyl, któremu skrzydła posklejał miód słodki,

Na bakier113 wpięty w kitę zachwianej tymotki114,

Kołysze się w cudownym oczom bezukryciu,

Znacząc jakiś świat w świecie, jakieś życie w życiu,

I coś sobie wyznają dwa milczące znoje,

Dwa szczęścia niepojęte — i jego, i moje.