I wspólnie olbrzymiejąc109, trwają same przez się,

Aż je ziemia powoli uszczupli i wessie.

Coraz mniej ich przybywa na drogi i łany.

Już wygładza się strumień, deszczem pręgowany,

Już zza chmur, rozpostartych na kształt kruczych skrzydeł,

Słońce pęk wysztywnionych ku ziemi promideł110

Rozwachlarza111 znienacka i przez wyzior112 w chmurze

Prześwitując, rozwidnia strojne brzozą wzgórze

I klin pola przygodny i pogrąża w złocie

Sad wiśniowy aż do dna wraz z wróblem na płocie,