Gwiazdy giną w jaśnistych17 roztopach błękitu,
I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada.
Skroń znużoną pochylam do stogu na łące,
Garścią rozćwierkanego rojem świerszczów18 siana
Rzeźwię19 oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące,
I do snu odniałego20 padam na kolana.
I śni mi się, i trwogą uderza do głowy
Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.