Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,

A światy roziskrzone — zaledwo13 na mgnienie

Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,

Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.

Odsłaniają swe jary14, wzgórza i parowy15,

Już z jednego szum borów płonących dolata16,

Z drugiego — cisza grobów, a z trzeciego świata —

Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu,

Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada,