I czemu z szafirową zawczasu żałobą

Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą

Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?

I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?

Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze

I zostawiać samopas26 kędyś27 — na uboczu?

Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem

I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,

Podkutych dookoła szafirowym sińcem?

Wieczór