Poszarpała go pieszczotą na nierówne części:
«Niech wam, moje wy drobiażdżki226, w śmierci się poszczęści!»
Rozrzuciła go podzielnie we sprzeczne krainy:
«Niechaj Bóg was pouzbiera, ludzkie omieciny!»
Same chciały się uciułać w kształt wielce bywały,
Jeno227 znaleźć siebie w świecie wzajem nie umiały.
Zaczęło się od mrugania ległych w kurzu powiek —
Nie wiadomo, kto w nich mrugał, ale już nie człowiek!
Głowa, dudniąc, mknie po grobli, szukająca karku,
Jak ta dynia, gdy się dłoniom umknie na jarmarku.