Przyszła sama Nieskończoność,

By popatrzeć w mą zieloność, —

Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem...

Kto całował mak w zbożu — nie zazna niedoli!

Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli...

Kocham stopy twoje bose,

Że deptały kruchą rosę,

Rozróżniając na oślep chabry od kąkoli.

Niechże sen twój wędrowny zielenią poprzedzę!

Weź kwiaty w jedną rękę, a w drugą weź miedzę1,