Trwała ze mną na tej ławie,

Rozmawiając głośno prawie, —

Na ścianach moich — rosa, na podłodze — kwiaty...

Nie grążyłem32 ja w niebie ni steru, ni wiosła,

Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła.

Wieczność ku nam znikąd zbiegła,

U stóp naszych, warcząc, legła,

A pierś moja tej nocy chabrami porosła.

I było już wiadomo, że pułap sosnowy

Wonnym deszczem, jak obłok, pokropi nam głowy,