Wdzięczna jestem, gdy w dłonie mój niebyt porywa,

I mówi za mnie wszystko, różowa natchnieniem,

I udaje, że wierzy w to, iż jestem żywa.

Pilnie wróży mi z ręki, że w najbliższym maju

W świat wyruszę, a w drogę wezmę chleb i zorze,

By piechtami wędrując po Znaszlitymkraju,

W ustach chłopca-włóczęgi całować bezdroże.

Ubezdrożyć się muszę na ziemi i niebie,

By w chwili, kiedy najmniej spodobam się losom,

Znaleźć się niespodzianie, na przekór niebiosom