Marsjanie

Zagrzmi w niebie okrętów napowietrznych tęt,

Niepokojąc międzygwiezdnych mgieł rozwiewisko.

Zniknie złuda przestrzeni, wyzwolonej z pęt, —

Dość pomyśleć, że daleko, a już jest — blisko.

Na oścież się zasrebrzy księżycowy wstęp

Do bożyzny — daleczyzny, w szmer i otchłanie, —

A dołem — szumy leśne, zgiełk drozdów i ziemb, —

I na ziemię wylądują zwiewni Marsjanie.

Stopą obcą dotknięta — westchnie ziemi twardź,