I na chwilę to, co ziemskie, chętnie się zaćmi.

Po wiekach wyczekiwań i tych z niebem starć

Spokrewnimy się obłocznie z nowymi braćmi.

W ich oczach — wiary w Oddal niegasnący płom,

A w ich piersi — bezmiar żywy, swoisty, rdzenny.

Poczną nam się przyglądać w bezczasie jak snom, —

I na zawsze się ustali ten pogląd senny...

A przywiozą nam z nieba — rozmodlone ćmy,

I zwierzęta zadumane — i zgubne baśnie.

I nagle zrozumiemy, że to jeszcze — my, —