Źle mu! Przemęczył żebra, przepracował płuca!

Pole w ślepiach kołuje... Mrok do łba się rzuca...

Nigdy dotąd nie tracił ziemi pod kopytem...

Stracił teraz i runął!... Runął — całym bytem!

Za duży — dla litości, dla snu — zbyt brzuchaty...

A że zemdlał na wiosnę — zwie się Wiosnowaty70.

Toć go znałem! Miał w pysku — woń mlecznej ciepłoty,

W której tchu źródłowieją ziół słodkie wypoty.

Lubił słuchać, jak woda, wargą ssana czujnie,

Na dno brzucha mu spada — dźwięcznie i niechlujnie...