To — purpurowy, to — czarny, to — złoty,

Posłuszny zejściu swojemu w ciemnoty

Wód, zapatrzonych w przeróżną śmierć słońca.

Śmierć, co zagrzęzła w odmętach wieczoru,

Spoza chat czubów i przyłbicy młyna

Jeszcze się resztą świateł przypomina

Tobie — i twemu wśród sadów jezioru...

Powrót

Wieczorny szkarłat na niebiosach

Szukał wciąż sposobu zbłękitnienia, —