A słońce malowało mi na ścianie

Złote psy — złote wybrzeża,

Złote skrzypce — złote otchłanie...

Kto dość zaklinająco spogląda

W światło, nawidocznione milczeniem,

Musi w końcu zobaczyć słonecznego wielbłąda

I zbójcę słonecznego ze skrzystym spojrzeniem...

Przy śniadaniu patrzyłem w stół jak w pustynię,

Śniąc, że na wielbłądzie jadę... Zbójcą jestem...

A ojciec, jakby wiedząc, że wielbłąd go wyminie