Nie wiesz, jaki zamęt łudzi mnie i mroczy,

Jaka mrzonka z twoim spoufala ciałem,

Gdy, ssąc milczkiem wodę, wznosisz ku mnie oczy

Sponad brzegów szklanki, którą sam — podałem...

A gdy noc cię w drodze do zaświatów zdybie,

I wzdłuż okien spłyną mglistych kotar zwoje, —

Nie wiesz, ile czaru tkwi w tej drobnej szybie,

Poza którą do snu naglisz piersi dwoje!

Niewiedza

Nie, — ty nie wiesz o tym, nie zgadujesz wcale,