Dziewczyna rozumie.

II

I znów mówię: Gdy w nagłej stu zmierzchów żałobie

Czekałaś na me przyjście, nim się Bóg nadarzy, —

Mnie tylko, mnie jednego nie było przy tobie!

Zapóźniłem się... Winna jakaś mgła bez twarzy...

Nieraz w obcych mi cieniów biegnę rozwiewiska

I zatracam ścieżynę do własnej rozpaczy.

Czemuż jestem daleki? A ty — czemu bliska?

I tak zawsze i zawsze i nigdy inaczej!