I wstrząsnęły nim obce ciału przeciwdreszcze.

Czekał, do jakich mroków pierś chętną dołoni?

Dłoń wyciągnął w niewiedzę... Lecz minął czas dłoni!

Rozwarł oczy... Czas oczu minął niepochwytnie!

Już nie było błękitu, więc trwał bezbłękitnie.

Dróg nie było, więc drogi na pewno nie zmylił,

I z wozu gasnącego w bezświat się wychylił,

By stwierdzić jasnowidztwem ostatniego tchnienia

Możliwość innej jawy, niż jawa Istnienia!

Dwaj Macieje