Utkwiła mu ta nagła skończoność wszechświata.

Zmógł się z lotem ostatnią swych pragnień bezsiłą.

I odtąd już go nigdy w wszechświecie nie było.

Wóz się zachwiał. Skry jego, niby ślepie wilcze,

Lśniły, przejrzawszy na wksroś zamysły tubylcze.

I spełniło się... Eliasz czuł przez jedną chwilę,

Że spełniło się właśnie... I czuł tylko tyle...

Pochłonęła go drętwa i pilna Ciszyzna.

Wiedział, że Bóg — daleko, — że nic mu nie wyzna.

Dreszcz lęku w nim zanikał raz jeszcze — raz jeszcze, —