Puść mnie tam — w bezbożyznę! Puść — na wolną wolę!

Postroń wszystko, co było! Nie poskąp mi lotu!

Już — z Tobą!... Już — bez Ciebie!... Nie żądaj powrotu!»

Smuga zgasła, i Eliasz wziął jej Zmrok za zgodę.

Wiatr pobruździł głąb nieba, jak jeziorną wodę,

A on pędził na oślep i Zgasłą ominął.

Wolny, Bogu zbyteczny — sam teraz popłynął

Wyżej i niebezpieczniej w ten zmierzch ponadniebny,

Gdzie już nie ma stworzenia i Bóg — niepotrzebny!

Wszechświat skończył się... W oczach, niby gwiazd utrata,