Tą dłonią dotykałem mych sprzętów i ksiąg,

I niańki, by ją oddać na baśni użytek...

Serce marło, gdym w dłoni unosił22 ten ślad

W ciszę śniegu, co prósząc, weselił się w niebie.

Śnieg ustał — i minęło odtąd tyle lat,

Ile trzeba, by ślady zatracić do siebie.

Jakże pragnąłbym dzisiaj, gdy swe bóle znam,

Stać, jak wówczas, przed domu wpół zapadłą bramą

I widzieć, jak śnieg ziemię obiela ten sam,

Śnieg, co fruwa i buja, i pada tak samo.