A on ciągle narastał tu w kopiec, tam — w stos,

I drzewom białych czupryn coraz to dokładał,

Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos,

I fruwał — i tkwił w próżni — i bujał, i padał.

I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom,

I za szybami włóczek różnobarwne wzory.

Kto tam mieszkał? Pytanie — czy człowiek, czy gnom20?

Byłem dzieckiem. Śnieg bielą zasnuwał przestwory.

Dotknąłem dłonią szyby, mimo strachu mąk,

I uczułem ślad hojny, niby czarów zbytek21.