I na sprzedaż poniosę do miasta!
Głód je co dzień przepala zarzewiem,
Co dzień wiotsze i wartość już tracą.
Tak mi smutno i straszno, bo nie wiem,
Ile ludzie za warkocz zapłacą?»
Śnieg
Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron
I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie18,
I jego nieustanny z drzew na ziemię zron19,
I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrzę się.