Samemu sobie obcą będę marą —

Z jakąż bym wówczas miłością i wiarą

Modlił się choćby do obrazu brzozy!

Jakże bym spłonął łzą szczęścia gorącą,

Gdybym znienacka wśród mroków bezczynu

Natrafił dłonią, Boga szukającą,

Na gniazdo ptasie lub kwiaty jaśminu.

W przeddzień swego zmartwychwstania

W przeddzień swego zmartwychwstania, w przeddzień żywota

Bóg, leżąc w mogile, żmudne liczy chwile.