Noc z roziskrzeń, wróżb i mgławic promienisty splotła batog,

Żeby nim biczować nie dość chętne groby,

A w księżycu się jarzył wykres cieśnin i zatok,

Gdzie nic nie ma, prócz oddali i żałoby.

Mrok zaskomlał w pustym dębie, zagwizdała nicość w klonie,

I rozbłysła w księżyc — śmierć i pajęczyna...

Pan Błyszczyński zrozumiał i załamał swe dłonie

I pomyślał: «W nic rozwieje się dziewczyna!» —

W nic rozwiała się dziewczyna i jej czar, poczęty w niebie,

I pierś, zakończona różową soczystką.